czwartek, 14 grudnia 2017

-19- It's a sign of the times.




Czuję, że czas mija powoli
Widzę rumieńce na twarzach
Żaden z nich nie błyszczy tak jasno jak ty dzisiejszej nocy



***


Pogoda była naprawę paskudna- zupełnie jak na marzec przystało. Nic nie zostało z czystego, idealnie białego śniegu. Zamiast niego pojawił się marznący deszcz, wzmagany przez wiatr. Pociąg, którym jechała Ingrid miał w dodatku godzinne opóźnienie, a w wagonach nie działało ogrzewanie. Ale ona wbrew temu wszystkiemu uśmiechała się pod nosem, patrząc na kolejne mijane stacje. Miała w sobie ten spokój, którego przez ostatni rok bezskutecznie poszukiwała. Spokój, który gwarantował jej, że niezależnie od sytuacji jakoś sobie poradzi.
Pewnie powinna być przerażona. Jechała do Villingen nie tylko po to, by odwiedzić rodziców. Chciała przede wszystkim wyjaśnić sytuację z Jonasem, by już dłużej nie bawić się w niedopowiedzenia. Przed mistrzostwami pisał do niej kilka razy, ale od ich zakończenia- czyli prawie miesiąca- nie dawał znaku życia. Ingrid podejrzewała, co mogło być tego przyczyną- wystarczyło, by zobaczył zdjęcia jej i Severina.
Czuła się trochę winna. Może dała Jonasowi zbyt duże nadzieje, choć przecież starała się, by do tego nie doprowadzić. Musiała jednak z nim porozmawiać. Zbyt bardzo go lubiła.
Dlatego zaraz po tym, gdy mama odebrała ją z dworca i zostawiła rzeczy w swoim starym pokoju, poszła do domu Jonasa. Bez zbędnego rozważania i wynikających z niego obaw.
- Chciałam pogadać. – Zaczęła, kiedy po powitalnych formułkach weszli z Jonasem do jasnego przedpokoju. Proponował jej kawę, ale wolała nie ukrywać powodów swojej wizyty pod pretekstem beztroskiego plotkowania.
Zresztą w spojrzeniu Jonasa niemal natychmiast dało się wyczytać, że zdaje sobie z tego sprawę.
- Przepraszam za ten bałagan, ale pakuję się. Znalazłem pracę w Berlinie i…cóż- Zaśmiał się cicho. – Nic mnie tu już nie trzyma.
- Wiesz, chciałabym, żeby wszystko było jasne…
- Nie tłumacz się. Oglądałem mistrzostwa i widziałem, że jesteś szczęśliwa.
- Przepraszam, Jonas…- Wbiła wzrok w swoje buty. Bała się spojrzeć mu w oczy, żeby nie zobaczyć w nich tego rozczarowania, które wprost wylewało się z tych kilku słów. – Nie chciałam, żebyś poczuł się oszukany.
- Mogę winić tylko siebie.
- To strasznie głupia sytuacja. Jestem ci wdzięczna, że pomogłeś mi wtedy chociaż przez chwilę zapomnieć o zamartwianiu się. – Powiedziała szybko, na jednym wydechu. Jonas przestąpił z nogi na nogę. To musiało być dla niego upokarzające. – Jeszcze raz przepraszam.
- Zaczynacie od nowa?
Zbił ją z tropu tym pytaniem.
Bo czy tak właściwie można było sytuację jej i Severina nazwać „zaczynaniem od nowa”? Raczej zaczynali raz jeszcze. Tylko z większym doświadczeniem i świadomością własnych niedoskonałości.
- Pewnie nie powinienem pytać. – Jonas sam sobie odpowiedział, kiedy Ingrid nadal milczała.
- Jest mi teraz po prostu dobrze. Długo na to czekałam.
- Rozumiem.
- Mam nadzieję, że ty też za jakiś czas będziesz mógł powiedzieć to samo. – Posłała mu ciepły uśmiech. – Zasługujesz na kogoś wyjątkowego.
- Okej, okej i na tym zakończmy, co? Wolałbym nie popadać w jakieś rzewne tony.
Zaśmiał się. Nie była do końca pewna, czy więcej było w tym śmiechu niezręczności i dystansu, czy swobody.
- Ale dzwoń, gdybyś tylko potrzebowała. Chętnie przyjmę rolę przyjaciela, który jest gotowy wysłuchać o każdej porze dnia i nocy.
- Masz to jak w banku. Wpadnij kiedyś, gdy wszyscy będziemy w Villingen. Może Berlin nie zawróci ci w głowie.- Powiedziała, ale miała wrażenie, że do takiego spotkania nigdy nie dojdzie. Nie dziwiła się Jonasowi. Sama w takiej sytuacji wolałaby po prostu się odciąć. I zapomnieć.
- Powodzenia.- Przytulił ją, kiedy wychodziła. Był to dość niezdarny i sztywny uścisk. Ale pewnie taki powinien być.
Właśnie tak powinno być.
Nie żałowała. Przed kilkoma miesiącami to Jonas uświadomił jej, jak bardzo tęskni za Severinem. W każdym ruchu Jonasa widziała Severina, każde jego słowo analizowała wtedy pod kątem tego, co powiedziałby w takiej samej sytuacji Sev. I jeśli ktoś mówi, że wszystko w życiu ma swój cel, to w tym momencie była się w stanie z tym zgodzić.
Po Falun wprowadziła się do ich mieszkania. Prawdę mówiąc czuła się tak, jakby nigdy się stamtąd nie ruszała- głównie za sprawą Severina. Był mistrzem taktu i spokoju. Bez pośpiechu uczyli się na nowo wspólnego życia, choć Ingrid wiedziała, że na dobre będą mogli posmakować go po zakończeniu sezonu. A do tego zostało jeszcze Oslo w ten weekend i Planica, której nie mogła się doczekać.
Severin z Kryształową Kulą- taki obraz po jego ostatnim maratonie zwycięstw stawał się coraz bardziej realny i Ingrid miała wrażenie, że to mogłoby idealnie podsumować ich nowy etap, etap ciężkiej pracy Seva. Był nieustannie skoncentrowany. Nawet podczas rozmów wydawał się błądzić myślami gdzieś na skoczni. Ale takiego go kochała. Poświęconego w stu procentach temu, co właśnie robi.
- Severin przyjedzie tutaj prosto po Oslo?- Ojciec czyścił swoją kolekcję magnesów na lodówkę i zadał to pytanie zupełnie niezobowiązująco. – Chcę wiedzieć, na kiedy mam przygotować kolację.
- Kolację? Ty?
- Założyłem się z twoją matką, że dam radę.- Mruknął zrezygnowany, a z salonu dało się słyszeć śmiech mamy. – Jeszcze się zdziwisz!- krzyknął w jej stronę.
- Sev przyjeżdża jutro po konkursie, ale nie zostaniemy na długo. Wracamy do siebie na jedną noc, bo potem ruszamy do Planicy.
Powiesiła na lodówce kilka wypolerowanych już magnesów. Sapporo, Zakopane i Innsbruck. Severin za każdym razem przywoził ojcu nowe.
- Tato…- Usiadła obok niego przy stole i zaczęła miąć w dłoni rąbek swetra. Ojciec podniósł wzrok. – Tylko bądź dla niego miły, co?
- Czy ja kiedykolwiek byłem niemiły?
- Ale po tym…- Przygryzła wargę, nie potrafiąc dobrać odpowiednich słów. Nie chciała wracać do przeszłości, ale już nauczyła się, że nie można jej całkiem wykluczyć i udawać, że jej nie było. – Po tym, czego się dowiedzieliście, możesz mieć do niego dystans. Nie chciałabym tego, bo wina leżała też po mojej stronie. Obiecasz mi, że będziesz go traktował tak, jak dawniej?
Stefan Schmitt nie był chyba do końca przekonany do tego pomysłu. Był jak każdy ojciec- gotowy stawać przeciwko każdemu, kto choć w najmniejszym stopniu skrzywdził jego córkę. Bez względu na to, że córka ta miała również swoje za uszami. Ślepa rodzicielska miłość.
- Jeśli tego chcesz…- Odparł w końcu i Ingrid wiedziała, że słowa dotrzyma. Zawsze dotrzymywał.
Zależało jej na tym, by mogli z Severinem czuć się swobodnie także przy jej rodzicach.
- Dzięki- ścisnęła go dłoń, a on odwzajemnił uścisk.
- Dopilnuję, by nie gadał głupot.- Mama stała w progu kuchni i najwidoczniej przyglądała się im już dłuższą chwilę.
- Oby tylko przywiózł mi nowy magnes! 

*** 


Severin długo zastanawiał się nad tym, w którym momencie nauczył się w pełni radzić sobie z presją. Czy było to po pierwszym wygranym konkursie? A może dopiero po Falun i mistrzostwie świata? Każde to wydarzenie dodawało mu pewności siebie, ale nie byłoby wystarczające, gdyby nie Ingrid. Boleśnie przekonał się o tym w ubiegłym sezonie. Często było już blisko celu, ale ten za każdym razem wymykał się mu z rąk.
Teraz było zupełnie inaczej.
Kuopio, Trondheim, a teraz Oslo- nie pamiętał, kiedy zwycięstwa przychodziły mu z taką łatwością. Nie myślał za wiele i nie kalkulował. Wszystko zdawało się tak proste, jak wtedy, gdy miał 12 lat i rywalizował z kolegami ze szkoły. Zapinał narty, siadał na belce i każdy element działał. Często słyszał o tym mitycznym automatyzmie, ale do tej pory nie udawało się mu złapać. Wierzył już tym, którzy opowiadali, że przy dobrej formie nie myśli się za wiele. Każdy ruch jest naturalny.
Ale zwycięstwo cieszy tak samo, jak zawsze.
- Umówiłem się z Agnes na randkę.
Richard wparował do pokoju i usiadł na poskładanych w kostkę ubraniach. Nim drzwi zdążyły się zamknąć, wszedł za nim Wank, ciągnąc za sobą markotnego Wellingera.
- Nie słuchaj go.- Sarknął ten pierwszy, opierając się wygodnie o ścianę. – Łaził za nią od rana, aż w końcu zgodziła się na kawę w Planicy, żeby wreszcie dał jej spokój.
- Andi?- zaczął słodkim tonem Richard, przybierając przy tym zupełnie niewinną minę. Wank zaskoczony taką uprzejmością z jego strony wyraźnie się ucieszył.– Mógłbyś przymknąć ryj? Umówiła się ze mną, bo się jej podobam.
Andreas pokiwał zrezygnowany głową.
- Czekaj, nagle zgodziła się na randkę? Po tym, jak mało co nie wybiłeś jej oka śnieżką?- Severin przyjrzał się uważnie Richardowi, który uparcie nie odrywał wzroku od podłogi.
- Znaleźliśmy wspólny język.
- …Wspólny…- Severin chrząknął znacząco. Zbyt dobrze znał Richarda, by uwierzyć w takie bujdy. – Język mówisz?
- Dokładnie.
- To kiedy zdążyłeś tak dobrze poznać jej anatomię?
Wellinger chyba oburzony przebiegiem tej rozmowy aż pisnął ze zgorszeniem.
- Mówiłeś, że tylko rozmawialiście!- krzyknął na Richarda.
- Przecież rozmowa nie musi ograniczać się tylko do konwersacji- wygłosił tonem mentora Freitag i zadowolony z siebie wyłożył się na łóżku Severina, gniotąc przy okazji wszystkie przygotowane do spakowania rzeczy.
- Jestem pod wrażeniem.
- Dzięki, dzięki. Porady miłosne na prawo, a autografy na lewo. Agnes po wczorajszym konkursie dość szybko uwinęła się z robotą i tak się składa, że spotkaliśmy się wieczorem przy automacie ze słodyczami. No, a potem samo jakoś tak poszło.
- Nie cierpiała cię- wtrącił przytomnie Wank. Jako poważny ojciec dwójki dzieci i w niedalekiej przyszłości mąż z jednej strony chciał skrytykować takie zachowanie, ale z drugiej- to było naprawdę imponujące.
- Według badań to żadna przeszkoda. – Richard odpakował Mannera, którego znalazł w plecaku Severina i zaczął go przeżuwać, mówiąc z pełnymi ustami. – To nawet lepiej, bo oznacza, że nie byłem jej obojętny.
- I jak to zrobiłeś, że zamiast przyłożyć ci prosto w nos, zdecydowała się na coś zupełnie innego?
Freitag westchnął ciężko, jakby był już zmęczony tymi dociekliwymi pytaniami.
- Normalnie. Automat zeżarł jej monetę, więc walnąłem w niego pięścią i odzyskała kasę. Zaczęła coś tam gadać, że jestem mądrzejszy, niż wyglądam, a ja jej odpowiedziałem, że jak na Austriaczkę, to ma całkiem ładne oczy.
- I?- Równocześnie zapytali wszyscy trzej.
- I potem samo jakoś tak poszło. Ale powiem wam, że całuje naprawdę nieźle.
- Spodziewałem się czegoś bardziej….no nie wiem…- zawahał się Severin. – Romantycznego?
- Nie zgrywaj eksperta, rudy.- Prychnął Richard.- Chyba nie muszę ci przypominać, że przez kilka dni łaziłeś za Martinem, żeby przedstawił cię Ingrid.
Tego argumentu Severin nie mógł odeprzeć. W tamtym czasie był tak bardzo wstydliwy, że za nic w świecie sam nie zagadałby pierwszy do Ingrid. Ale kiedy ją zobaczył, nie potrafił wyrzucić jej ze swoich myśli i w końcu poprosił Martina o pomoc. Teraz, kiedy tylko sobie o tym przypominał, bawiło go to na równi z wyczynami Richarda.
Temat Agnes był podtrzymywany przez cały powrotny lot do Niemiec i wszystko wskazywało na to, że Richard wpadł po uszy.
Severin nie mógł się już doczekać, aż zobaczy Ingrid. Ostatnie tygodnie w Norwegii nie zostawiały na tyle czasu, by mógł wrócić, a przecież nadal tak bardzo był spragniony ciągłej obecności żony. Nie przerażała go nawet wizja spotkania z teściami, którzy, co było bardzo prawdopodobne, mogli nie mieć już o nim tak dobrego zdania, jak dawniej.
Droga do Villingen przypomniała mu, jak jeszcze w święta jechał tu bez żadnej gwarancji, że będzie miał szansę zacząć z Ingrid od nowa. Opierał się tylko na własnych przeczuciach i pewności, że jeśli nie spróbuje- nie wybaczy sobie do końca życia.
A teraz Ingrid czekała na niego, żeby móc wrócić do ich domu i żeby jechać z nim do Planicy, która- o dziwo- wcale go nie stresowała. Miał w sobie wypracowany spokój.
Tym razem nie zaparkował przy ulicy, ale wjechał na podjazd przy garażu, bo brama była otwarta. Zupełnie jak w czasach, kiedy zaczynali spotykać się z Ingrid. Nie zdążył jeszcze wysiąść z samochodu, kiedy zaraz przy drzwiach dostrzegł teścia. Chyba dopiero co skończył odśnieżać resztki zamarzniętego śniegu, bo opierał się o łopatę, nie przestając się mu przyglądać.
- Dzień dobry.
Cóż, może nie było to imponujące rozpoczęcie rozmowy, ale z niewyjaśnionych powodów Severin czuł, że gardło ma ściśnięte do granic możliwości.
- Gratuluję zwycięstw.- Chyba jeszcze nigdy nie był wobec niego tak oficjalny. Ale może lepsze to, niż gdyby zaczął okładać go tą łopatą?
Wyjąkał jakieś nieskładne podziękowania, ale najchętniej po prostu poszedłby już do środka, do Ingrid.
- Wiesz, widzę, że Ingrid znów jest szczęśliwa.- Powiedział szybko Stefan. – A to chyba najważniejsze, nie sądzisz?
Przytaknął gorliwie, niczym wzorowy uczeń.
- Daję ci jeszcze jedną szansę, Freund. Ale pod jednym warunkiem.
Oho, czyli nie mogło być tak prosto.
- Że masz dla mnie magnes z Trondheim.
Z pełną powagą wyjął z kieszeni niewielką zawieszkę i podał ją Schmittowi. Pakt o nieagresji chyba właśnie został podpisany.
Weszli razem do domu i kiedy wreszcie mógł poczuć w swoich ramionach Ingird, jeszcze mocniej uświadomił sobie, że bez tego każda pozornie ważna rzecz traciła sens.


***

 Po prostu przestań płakać
To jest znak od czasu
Witaj w ostatecznym przedstawieniu
Mam nadzieję, że założyłeś swoje najlepsze ubrania


(Harry Styles- Sign of the Times)


Mieszkanie po jeszcze niedawno panującym chaosie teraz było takie, jak zawsze- kojąco minimalistyczne, bez zbędnych bibelotów zbierających kurz. Na półkach na nowo zagościły ubrania Ingrid, a Severin znów musiał upchać całą swoją kolekcję dzierganych swetrów w jednej szafce. Do zapachu zielonej herbaty, który dawał o sobie znać już przy samych drzwiach, dołączyła mocna woń czarnej, parzonej kawy. I Ingrid po przekroczeniu progu po raz kolejny już w ostatnim pomyślała, że tylko tutaj może być szczęśliwa.
Zaczynała upajać się tym słowem. „Szczęśliwa, szczęśliwa, szczęśliwa”- powtarzała sobie co rusz w myślach albo cichym szeptem. Czy po tym wszystkim, przez co przeszli z Severinem doceniała to szczęście mocniej niż na początku ich małżeństwa? Nie potrafiła znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Albo też nie chciała jej w ogóle szukać. Wolała raczej koncentrować się na teraźniejszości. Tu i teraz było im po prostu dobrze.
- Wreszcie cisza i spokój- westchnął z zadowoleniem Severin. Jak zwykle odkładał do szafy jej rzuconą na krzesło kurtkę. Kiedyś wcale się jej to nie podobało. Denerwował ją jego przesadny pedantyzm. Potem miała wrażenie, że to kolejna dziedzina, w której jest od niej lepszy. By w końcu dojść do momentu, gdy stało się to dla niej całkiem naturalne.
Taki był schemat. Severin po powrocie do domu musiał upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Bawiło ją to, ale sprawiało równocześnie, że miała poczucie ciągłości.
- Koniec z opowieściami o nieszczęśliwej miłości do austriackiej fizjoterapeutki, przygotowaniach do ślubu i chrzcin i kłótniach z matką.
Po tym ostatnim Severin skrzywił się, jakby przeszedł go nieprzyjemny dreszcz.
- A ty jakimi opowieściami ich zadręczasz?- zapytała, rzucając mu rozbawione spojrzenie.
- Moje historie nie nadają się do słuchania przed 22.
Wyszczerzył się, ewidentnie zadowolony ze swojej odpowiedzi. Parsknęła śmiechem, obserwując, jak krząta się po kuchni.
- Wolisz jajecznicę à la rudy, czy „makaron mistrza świata”?
- Nie potrafię wybrać pomiędzy takimi ekskluzywnymi daniami.
- Szef kuchni poleca jajecznicę. Jest boska. Prawie tak, jak ty. – Wycelował w nią drewnianą łyżką, która zaraz potem wyślizgnęła mu się z rąk i spadła na podłogę.
- Boże, rudy, nigdy nie wychodziły ci komplementy i widzę, że stan tylko się pogorszył.
- Mogłabyś chociaż udawać, że jesteś zachwycona.- mruknął z podłogi Severin, zbierając z niej resztki masła, które były wcześniej na łyżce.
- Okej, okej. Poddaję się. Jesteś wybitnym poetą.
- Wreszcie!
Wstał, otrzepał spodnie z niewidocznego dla jej oka pyłu i wrócił do przygotowanych już jajek.
- Nie wiem, czy wiesz, ale jajka przed wrzuceniem na patelnię należy rozbić- przybrał ton znawcy kulinarnego i na potwierdzenie swoich słów rozbił o blat kilka jajek. – Potrzebna nam też jest patelnia i masło.
- A umiejętności?
- Nie są konieczne.
Z powagą skończył tę ich pierwszą jajecznicę po roku. Bo tak określiła to sobie Ingrid. Wszystko było teraz „pierwsze”. Niby takie samo jak dawniej, ale równocześnie zupełnie inne.
- Brakowało mi tego.- Powiedział Severin, kiedy usiedli na kanapie przed kominkiem, w którym cicho trzaskał ogień. – Tej pewności, że bez względu na to, co się stanie, kiedy wrócę do domu, będziesz w nim ty.
- To jest naprawdę aż tak ważne?- Powtarzał jej to już wiele razy, ale za każdym razem brzmiało to tak samo nierealnie. Świadomość, że jest jego  niezbędnym elementem układanki czasem aż ją onieśmielała. - Ja jestem aż tak ważna?
- Doskonale o tym wiesz. Nie zmieniajmy już nigdy tego, co? Za dużo czasu straciliśmy.
Gładził opuszkami palców wierzch jej dłoni. Miała go wreszcie blisko siebie. To zaskakujące, jak wiele dawała jej obecność Severina, bo przecież zawsze uwielbiała określać się jako niezależną samotniczkę.
- Nie mam zamiaru tracić już ani jednego dnia. Po Planicy nie odpędzisz się ode mnie.- Chciała by zabrzmiało to nad wyraz poważnie, ale nie wytrzymała i parsknęła śmiechem pod koniec zdania. – I wcale nie śmieję się dlatego, że to nieprawda!
- Oczywiście. Może w takim razie wakacje gdzieś, gdzie będzie ciepło? Cały dzień na plaży we dwoje…
- A potem spalona skóra. Wiesz, że nie cierpię tropików.
- Myślałem, że już ci przeszło.
- Może nigdzie nie wyjeżdżajmy? Zostańmy tutaj. Spokój i własne łóżko.
- Przyznaję, że to ostatnie najbardziej mnie przekonuje- Severin nadal zataczał kółka na jej dłoni. Od czasu do czasu patrzył na nią w ten sposób, od którego w momencie robiło się jej gorąco. – Ale mam chyba lepszy plan. Rzucimy to wszystko w cholerę i zaszyjemy się na przykład u twoich rodziców.
- Błagam- potrząsnęła z rozbawieniem głową. – Wszystko, tylko nie to. Gwarantuję, że przytyłbyś dobre kilka kilogramów i musiałbyś przerzucić się na sumo, a ja wykończyłabym się przez nadopiekuńczość.
- No dobra. W takim razie proponuję powtórkę z podróży poślubnej i Danię. Tylko tym razem na spokojnie i bez pośpiechu. Zwiedzimy to, czego wtedy nie zdążyliśmy.
- Wreszcie gadasz z sensem, panie Freund. – Pocałowała go w nieogolony policzek. Przygarnął ją ramieniem tak, że mogła swobodnie oprzeć głowę o jego klatkę piersiową i wsłuchiwać się w spokojny oddech.
- Czy to właśnie nie dlatego za mnie wyszłaś?
- Wyszłam za ciebie, bo jesteś cholernie przystojny i masz rude włosy…Ej!- pisnęła, kiedy szybkim ruchem położył ją na kanapie, a sam znalazł się tuż nad nią.
Miał iskrzące szczęściem oczy i Ingrid uświadomiła sobie, że mogłaby tak wpatrywać się w niego godzinami. Analizować każdą powstałą od śmiechu zmarszczkę, pojedyncze piegi na nosie i sterczące włosy.
- Zmieniłaś perfumy- stwierdził, kiedy przyłożył usta do jej karku. Błądził dłońmi gdzieś pod jej grubym, wełnianym swetrem.
- Nie podobają ci się?
- Są zupełnie inne. Mniej słodkie i…
- Tańsze…- dopowiedziała.
- I bardziej kuszące. To chciałem powiedzieć.
Ingrid za to nie zdążyła już nic powiedzieć, bo jej sweter znalazł się na podłodze, tuż obok podkoszulka Severina. Nie było już w tym tamtej odrobiny niepewności i badania kolejnych ruchów, jak jeszcze niedawno.
Było zupełnie inaczej niż zawsze.
- Kocham cię, wiesz?
Siedzieli na dywanie. Ingrid miała na sobie severinową koszulkę i włosy w kompletnym nieładzie. I te słowa wypowiedziane w tym momencie tak bardzo ją rozbawiły, że nie potrafiła powstrzymać śmiechu.
- Jesteś kompletnym wariatem.
- A ty wariatką. Na szczęście moją wariatką.
Przyglądnęła się mu niezliczony już raz tego wieczoru. Był rozpromieniony i zrelaksowany. Jego dłonie nieustannie krążyły gdzieś blisko jej ciała. Nie potrafili się od siebie oderwać.
- Sev…- zaczęła niepewnie, bo gdzieś w myślach od dawna siedziało jej to pytanie.- Nie myślałeś wtedy nad tym, jak zorganizować sobie na nowo samotne życie?
- Myślałem. Ale zaraz potem wrzeszczałem sam na siebie w myślach, że nie powinienem tego robić.
- Ja tak samo. Jesteśmy na siebie skazani?
- Bardzo mi się to podoba.
Pewnie znów znalazłaby się w jego objęciach, ale przerwał im krótki i ostry dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili Ingrid pomyślała, by go zignorować, ale jej podejrzliwa natura nie pozwoliła jej na to. Co jeśli ktoś przyszedł w ważnej sprawie?
- Pójdę otworzyć. – Ubrała szybko na siebie spodnie i przygładziła włosy.
- Daj spokój.
- A co jeśli to na przykład Martin, bo stało się coś z Andreą?
- Okej- Severin spasował i sam zaczął się ubierać, podczas gdy dzwonek zadzwonił ponownie.
Ingrid stawiając szybkie kroki podeszła do drzwi. Jak zwykle wrodzona ostrożność kazała jej sprawdzić, kto za nimi stoi.
Zerknęła przez szybkę, niemal natychmiast czując, jak zaczyna brakować jej tchu. To było jak szybki i celny cios prosto w brzuch. Całkowicie obezwładniający. Chwilę zajęło jej, zanim wydusiła z siebie trzy krótkie i przerywane słowa.
- Sev…To Karina…
Nawet jeśli Severin chciał udawać opanowanego, to nie udało mu się nawet w najmniejszym stopniu. W sekundę zbladł. Takie wizyty nie mogą przecież oznaczać niczego dobrego.
Nie takie wizyty i nie takich osób.
- Nie otwieraj, słyszysz? Zaraz sobie pójdzie.
 - Sev…- spróbowała raz jeszcze, ale głos chyba na dobre ugrzązł jej w krtani. Jakby wypowiedzenie tego, co zobaczyła, miało jakąś cholerną moc sprawczą. I jakby bez tego to wszystko było tylko cholernym złudzeniem.
- Wiem, co mówię. Nie mam ochoty nawet na nią patrzeć. Nie otwieraj.
I właśnie wtedy nareszcie udało się jej powiedzieć to, co w całej tej koszmarnej sytuacji było najgorsze.
- Sev, ale on trzyma na rękach dziecko.

 ***

Po prostu przestań płakać

___________________________________________________________


Rozdział 19/20
A potem jeszcze epilog.